piątek, 31 stycznia 2014

Jedz i chudnij - PIECZONE ŚLEDZIE

Bardzo lubię i często przyrządzam ryby. Wiem że niektórym przeszkadza zapach, innym ości, ale pewne jest to, że ryby są zdrowe i powinny gościć na naszych stołach. Pisałam zresztą jakiś czas temu o rybach i dziś chciałabym do ryb znowu wrócić.

Mówi się, że ryby są drogie i nie można w tani sposób zaspokoić zapotrzebowania na kwasy omega-3 czy też witaminę D. Czyżby? A może należy ulegać koncernom farmaceutycznym i kupować kwasy omega-3 w kapsułkach lub w płynie? Myślicie, że taka forma jest lepiej wchłanialna, niż występująca w naturze? Czy sztuczne dodatki i syntetycznie wytworzone witaminy są lepsze od naturalnych? Nie sądzę. Nie trzeba też wydawać majątku na wyszukane ryby.

To mit, że aby odżywiać się zdrowo, trzeba wydawać krocie.
Wcale nie trzeba kupować drogiego łososia czy dorsza, żeby dostarczyć sobie cennych składników odżywczych. Poza tym łosoś często jest hodowany, o czym już rzadziej się mówi. Można kupić tuszkę ryby, która naturalnie żyje między innymi w zimnych wodach Bałtyku czy Morza Północnego. Mimo, że uważany za rybę pospolitą, ŚLEDŹ jest jedną z najzdrowszych i jednocześnie najłatwiej dostępnych ryb.

Zaledwie mała porcja śledzi (50g) pokrywa dzienne zapotrzebowanie organizmu na kwasy omega-3, które działają przeciwzakrzepowo, regulują ciśnienie krwi, obniżają poziom cholesterolu, obniżają ryzyko nowotworów, poprawiają stan skóry i są niezbędne do prawidłowej pracy układu nerwowego oraz odpornościowego. W 100g śledzi jest 11g tłuszczu, z czego 70% to nienasycone kwasy tłuszczowe, przy czym mimo wysokiej zawartości tłuszczu śledź nie jest zbyt kaloryczny - 100g to jedynie 160kcal.

Poza tym w śledziach znajdziemy witaminy: E o działaniu przeciwstarzeniowym i przeciwmiażdżycowym, A od której zależy między innymi kondycja skóry czy dobry wzrok, D niezbędną dla mocnych kości, sprawnego mózgu i odporności, której deficyt odczuwamy w miesiącach jesienno-zimowych, a także witaminy z grupy B, które koją nerwy i wspomagają metabolizm.Śledzie zawierają także sporo żelaza, cynku, fosforu i jodu. Prawdziwa odżywcza kopalnia, nieprawdaż?

Może zamiast kupować śledzie solone (najbardziej popularne), marynowane, w zalewach czy pomidorach warto kupić świeżą rybę? O dziwo! Nie wymaga wielkich umiejętności, długotrwałej obróbki czy moczenia w nie wiadomo czym. W sklepach (ja kupiłam w Auchan, ale widuję także w innych "marketach") można kupić gotowe, wypatroszone już tuszki, które wystarczy umyć, przyprawić i upiec. Zobaczcie sami jakie to proste:

ŚLEDZIE PIECZONE w FOLII

Składniki:
4 tuszki śledzia (lub tyle ile potrzebujecie, my zjadamy spokojnie po 2 małe)
sól, pieprz do smaku
folia aluminowa

Śledzie myjemy pod bieżącą wodą, osuszamy. Przyprawiamy solą i pieprzem do smaku zarówno wewnątrz, jak i na skórze (której się nie je, ale przez skórę przejdzie smaczek). Zawijamy w folię aluminiową każda tuszkę oddzielnie. Układamy nasze śledziowe "mumie" w naczyniu żaroodpornym, brytfance lub tacce. Pieczemy około 30 minut w temperaturze 180stopni.


Wyciągamy, odwijamy, zajadamy. Najlepiej przepołowić gotową rybkę wzdłuż kręgosłupa i wyciągnąć kręgosłup wraz z większością ości. Śledź ma niestety dużo ości, jednak są one miękkie i elastyczne, nie są niebezpieczne. Smak pieczonego śledzia wręcz zachwyca, jeśli lubicie ryby, a nie próbowaliście pieczonego śledzia, to koniecznie spróbujcie. Jest wyśmienity! A taka pospolita ryba!


Porcja zawierająca 100g mięsa śledzia to 160kcal, węglowodany: 0g, białko: 16g, tłuszcz: 11g

SMACZNEGO!

czwartek, 30 stycznia 2014

Jedz i chudnij - GOŁĄBKI z KAPUSTY PEKIŃSKIEJ z kaszą gryczaną i pieczarkami gotowane na parze

Lubicie gołąbki? Zauważyłam, że podobał Wam się mój poprzedni wpis z gołąbkami z kapusty włoskiej, dlatego chciałam Was dziś zaprosić na gołąbki z kapusty pekińskiej. Wyszły bardzo delikatne i smaczne, amatorom gołąbków polecam wypróbować. Ja zrobiłam farsz z dodatkiem pieczarek, jednak jeśli danie mają jeść małe dzieci, można ominąć grzyby, a użyć np. mięsa drobiowego. Tak naprawdę każdy farsz będzie tu pasował, eksperymentujcie, albo skorzystajcie z mojego przepisu:

GOŁĄBKI z KAPUSTY PEKIŃSKIEJ z kaszą gryczaną i pieczarkami na parze

Składniki na 4 porcje (12 gołąbków):

średnia kapusta pekińska (potrzebne jest 12 liści)
200g kaszy gryczanej
250g pieczarek
2 cebule
jajko
sól, pieprz do smaku
1  łyżka oliwy z oliwek (albo olej rzepakowy)

Do podania:
sos pomidorowy - puszka pomidorów 400g, bazylia, oregano, sól, pieprz (zagotować, chwilę podusić na małym ogniu  i zmiksować na gęsty sos blenderem)
4 liście sałaty lodowej
2 marchewki (pocięte w paski obieraczką do warzyw lub szpatułką do krojenia sera)

Kaszę gryczaną ugotować na parze (zgodnie z instrukcją) na sypko, można też tradycyjnie w wodzie. Cebulę pokroić w drobną kostkę, podsmażyć na łyżce oliwy z oliwek, dodać pokrojone w plasterki pieczarki, dusić aż wyparuje płyn.

W dużym garnku zagotować wodę i blanszować rozdzielone liście kapusty przez około minutę. Następnie liście wyciągnąć i osuszyć.

Przestudzoną kaszę wymieszać z pieczarkami i cebulą, wbić jajko, doprawić solą i pieprzem, wymieszać dokładnie.

Farsz nakładać porcjami na zblanszowane liście kapusty, zawijać i układać na sitku do parowania. Parować około 15 minut. Podawać z sosem pomidorowym i przybraniem według uznania (u mnie liście sałaty lodowej i paski marchewki - żeby marchewka była chrupiąca, po odcięciu paska warto wrzucić ja do lodowatej wody).



1 PORCJA to ok. 320kcal
węglowodany: 50g, białko: 13g, tłuszcz: 7g



SMACZNEGO!

niedziela, 19 stycznia 2014

Jedz i chudnij - PAROWANE GOŁĄBKI z KAPUSTY WŁOSKIEJ z sosem z suszonych śliwek

Lubicie gołąbki? Mi na samą myśl o tych apetycznych kapuścianych zawijaskach zawierających farsz mięsno ryżowy, utopionych w pomidorowym sosie, aż ślinka cieknie. Jednak chciałabym Wam dzisiaj przedstawić nieco odmienną wersję gołąbków. Po pierwsze użyję kapusty włoskiej, która ma piękny kolor i nieco inną fakturę od tradycyjnej kapusty białej (włoska jest bardziej krucha i znacznie grubsza). Zamiast białego ryżu będzie kasza gryczana, a w miejsce sosu pomidorowego proponuję sos z suszonych śliwek. Gołąbki zamiast dusić - uparuję. Co Wy na to?

PAROWANE GOŁĄBKI z KAPUSTY WŁOSKIEJ


Składniki na 4 porcje:

12 dużych liści kapusty włoskiej
400g mięsa mielonego (u mnie wołowe)
2 dymki
1 białko
100g kaszy gryczanej
2 łyżeczki jasnego sosu sojowego
sól, pieprz


Liście kapusty umyć, włożyć do wrzącej osolonej wody , blanszować około 2 minuty. Wyjąć, przelać zimną wodą, osączyć i ściąć grube nerwy. Kaszę gryczaną ugotować na sypko.

Dymkę drobno pokroić, wymieszać z ostudzoną kaszą gryczaną, mięsem mielonym, białkiem i sosem sojowym. Farsz doprawić do smaku solą i pieprzem.

Na środek każdego liścia kapusty nałożyć ok. 2 łyżek farszu. Liście zwinąć, ewentualnie można spiąć wykałaczkami. Gołąbki ułożyć na wkładce do gotowania na parze , przykryć i parować około 30 minut.

Sos z suszonych śliwek
1 jabłko
125g suszonych śliwek
1/4 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka miodu
1 łyżka soku z cytryny

Obrane jabłko i śliwki pokroić, zagotować ze 150ml wody. Dodać cynamon, miód i gotować około 15 minut. Zmiksować i doprawić sokiem z cytryny.

Gołąbki podawać z sosem śliwkowym, ale równie smaczne będą z tradycyjnym sosem pomidorowym - o na przykład takim:


1 PORCJA (3 gołąbki z sosem śliwkowym) to ok. 375kcal
węglowodany 50g, białko: 28g, tłuszcz: 7g

SMACZNEGO!

wtorek, 14 stycznia 2014

Jedz i chudnij - PLACKI ZIEMNIACZNE

Pewnie trochę Was dziwi wpis z serii "Jedz i chudnij" w połączeniu z plackami ziemniaczanymi. Rzeczywiście takie tradycyjne, smażone i ociekające tłuszczem z patelni są prawdziwą bombą kaloryczną, ale ja mam dla Was propozycję odchudzenia tego smakowitego dania. Zamiast smażyć będziemy piec w piekarniku, a podamy z podduszoną rukolą i jajkiem w koszulce/kotletem mielonym (również z pieca). Apetycznie wyglądają?

PLACKI ZIEMNIACZANE
Składniki na 4 porcje:

placki ziemniaczane (8 sztuk)

500g ziemniaków
1 duża cebula
1 jajko
1 łyżka mąki pełnoziarnistej
sól, pieprz

Ziemniaki zetrzeć na dużych oczkach tarki, odcisnąć. Cebulę zetrzeć na najmniejszych oczkach (warto się przemęczyć nawet kosztem łez, najsmakowitsze placki są z dodatkiem drobniutko utartej cebuli). Wbić jajko, wsypać mąkę, doprawić solą i pieprzem. Wykładać łyżką na naczynie żaroodporne (lub blachę) wysmarowane 1 łyżką oliwy z oliwek. Piec 25-30 minut w temperaturze 200ºC.

rukola
opakowanie rukoli
posiekana szalotka
łyżeczka oliwy z oliwek
Szalotkę podsmażyć na oliwie, dodać rukolę i dusić 2-3 minuty na małym ogniu. Doprawić solą i pieprzem.

jajka w koszulkach
4 jajka
ocet

Zagotować 1litr wody w wysokim, niezbyt szerokim garnku. Dolać octu, tyle żeby było czuć kwaskowatość. Łyżką zamieszać robiąc wir i w środek wiru wbić jajko. Mieszać dookoła, żeby woda nie przestała się kręcić. Po około 4 minutach wyciągnąć łyżką cedzakową jajko w koszulce. Najlepsze są takie, których żółtka są lekko płynne.

kotlety mielone (4 sztuki)

250g mięsa, 1 szalotka pokrojona i podsmażona na patelni, sól, pieprz, jajko, bułka tarta
Wszystkie składniki wymieszać dokładnie, uformować kulki i przełożyć do natłuszczonego naczynia żaroodpornego. Piec 25 minut w temperaturze 200ºC.

Podawanie:
Placek ziemniaczany na spód, następnie warstwa rukoli i na wierzchu: jajko w koszulce albo kotlet mielony (do wyboru).

Co powiecie na taką wersję? Na pewno ma znacznie mniej tłuszczu niż tradycyjnie smażone placki, w tym samym mniej kalorii.


1 placek ziemniaczany saute to ok. 91 kcal, węglowodany: 13g, białko: 3g, tłuszcze: 2g
1 placek z jajkiem to:  ok. 175kcal, w: 14g, b: 10g, t: 8g
1 placek z kotletem to: ok. 235 kcal, w: 19g, b: 17g, t: 9g


SMACZNEGO!

niedziela, 12 stycznia 2014

Jedz i chudnij - SZPINAKOWE PYZY

Jeśli ktoś twierdzi, że nie lubi szpinaku, to na pewno nigdy nie jadł takich apetycznych zielonych kuleczek, które smakują nawet małym dzieciom (testowane w domu organoleptycznie). Choć wydaje mi się, że już coraz mniej jest na świecie osób, które stronią od tego zielonego warzywa - jeśli wciąż jeszcze nie jesteście przekonani, koniecznie spróbujcie szpinakowych pyz:

SZPINAKOWE PYZY

Składniki na 4 porcje:
50dkg ziemniaków
25dkg szpinaku (u mnie mrożony)
25dkg mąki pełnoziarnistej
jajko
gałka muszkatołowa
łyżka startego parmezanu

Sos:
400g (puszka) pomidorów krojonych
2 szalotki
łyżka oliwy z oliwek
pół łyżeczki słodkiej papryki
łyżeczka oregano
sól, pieprz
listki bazylii/oregano do przybrania

Ziemniaki obrać, ugotować w osolonej (pod koniec gotowania) wodzie, przecisnąć przez praskę i ostudzić. Szpinak odparować na patelni i także ostudzić. Ziemniaki wymieszać ze szpinakiem, mąką, jajkiem, szczyptą soli i gałki muszkatołowej. Zagnieść ciasto i formować niewielkie kuleczki. Gotować 2 minuty od wypłynięcia w osolonej wodzie. Osączyć i podawać z sosem pomidorowym, posypane startym parmezanem.

Sos jest banalnie prosty do przyrządzenia (lepiej go przygotować zanim zielone pyzy będą gotowe): posiekaną cebulkę podsmażyć na oliwie, dodać pomidory, paprykę i oregano. Dusić około 30 minut, doprawić do smaku solą i pieprzem.


1 PORCJA to ok. 420kcal, węglowodany: 64g, białko: 17g, tłuszcze: 8g

SMACZNEGO!

środa, 8 stycznia 2014

Małe kroczki czy radykalne zmiany?


Kiedy chcemy schudnąć (i jednocześnie poprawić wyniki badań) możemy robić to metodą „małych kroczków” albo radykalnych zmian. Co jest lepsze? Uderzeniowo i radykalnie zmienić wszystko na raz czy dokonywać niewielkich zmian w diecie, żeby w rezultacie osiągnąć trwałą zmianę nawyków?


Pamiętacie bajkę "Żółw i Zając"? Jakoś nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ta bajka odnosi się także do odchudzania. Może warto wzorować się na skromnym żółwiu - powoli, systematycznie i stopniowo dążąc wprost do upragnionego celu.

Moja rada jest zatem taka, aby zacząć od drobnych kroczków.

Jeśli chcesz schudnąć, zacznij od diety z niskim indeksem glikemicznym. Taka dieta zazwyczaj skutkuje dość szybkim obniżeniem masy ciała, stabilizuje poziomy cukru we krwi (co jest wyjątkowo pożądane jeśli masz cukrzycę) i tłumi uczucie pragnienia cukru. Takie pozytywne efekty wzmocnią wolę, aby kontynuować ten proces i zmienić nawyki na stałe.

Nie polecam dokonywania kilku zmian w tym samym czasie. Na przykład warto zacząć od diety – kiedy stanie się ona nawykiem (zazwyczaj po 3-4 tygodniach stosowania), można zacząć ćwiczyć.

Próby zmiany diety i wprowadzanie nawyku ćwiczeń w tym samym czasie, dodatkowo postanowienie rzucenia palenia (jak „lecimy po całości, to po całości”) to recepta na porażkę.

Bardzo mało prawdopodobne, że ktoś ma taką ilość samodyscypliny i motywacji. Mądrzej będzie podjąć jedną zmianę, a na wprowadzanie kolejnych poczekać co najmniej 3 tygodnie. 21 dni to średni czas wypracowywania nawyku. Jeśli zdrowa dieta stanie się już zwyczajem (nawykiem), można zająć się następnym problemem.

Oczywiście każdy ma prawo do własnej decyzji i wyboru. Warto jednak się najpierw zastanowić co chcemy osiągnąć i do czego dążymy. Zapisać cele na kartce i opracować plan. Realny plan.

Z doświadczenia wiem, że wszyscy chcą od razu schudnąć bardzo dużo, najlepiej bez większego wysiłku i samozaparcia. Niestety nie ma tak lekko. Nawet jeśli uda się dużo schudnąć w krótkim czasie, to czyha na nas niebezpieczny efekt „jo-jo”. Jak więc to zaplanować?

Badania pokazują, że tempo chudnięcia nie powinno być większe niż 0,5-1,5kg tygodniowo. Wynika z tego, że w ciągu miesiąca można bezpiecznie schudnąć około 4-6kg. Organizm bez problemu „znosi” 10% zmianę masy. Na przykład jeśli osoba, która się odchudza (w ciągu 5 tygodni) z wagi 70kg, zeszła do 63kg to powinna się skupić na ustabilizowaniu tej wagi zanim będzie dalej chudnąć. Taka stabilizacja zajmie około 2-3 tygodnie, dajmy organizmowi czas na zaakceptowanie zmian. Zbyt szybka utrata wagi może się „zemścić” przybraniem na wadze, atakami apetytu, gdyż organizm będzie się bronić. Jeśli zrobimy to spokojnie i bez pośpiechu, organizm zdąży się przyzwyczaić do nowego „stanu” ciała i uzna go za nowy punkt wyjściowy (punkt równowagi).

To wiesz już co będzie najlepsze dla Ciebie? Metoda małych kroków czy radykalne zmiany?

wtorek, 7 stycznia 2014

Najmodniejsze noworoczne postanowienie?Odchudzam się! - czyli od czego zacząć odchudzanie?

Święta to wyjątkowy czas, kiedy pozwalamy sobie na więcej niż zazwyczaj. Suto zastawione stoły kuszą tradycyjnymi potrawami, babcie i ciotki namawiają do skosztowania jeszcze jednego kawałka ciasta, a my ulegamy tłumacząc sobie, że przecież są święta! Po świętach nadchodzi Nowy Rok, który skłania nas do refleksji i sprzyja określaniu celów na nowo. Postanowienia noworoczne mają swoich wrogów, jak i zwolenników. Ja osobiście uważam, że nie potrzebny jest Nowy Rok, żeby rozpocząć nowy rozdział w życiu i rozpocząć zmiany na lepsze, ale wielu to motywuje i skłania do czynienia postanowień. Jeśli nie zdecydowaliście o odchudzaniu, to nic straconego, możecie zacząć od przysłowiowego jutra. Najważniejsze jest to, żeby wiedzieć czego się chce i co się chce osiągnąć.

Jednym z najczęstszych noworocznych postanowień jest zmiana trybu życia na bardziej aktywny i zrzucenie nadprogramowych kilogramów. Po okresie kilku(tygo)dniowej kulinarnej rozpusty, wchodzimy na wagę i "o - oł!" ... waga wskazuje więcej? No to dieta! Nie jemy chleba! Nie jemy tłuszczu! Same chude serki i warzywa! Albo tylko kawa i sałata! Do tego siłownia 5 razy w tygodniu przez 2 godziny i basen!

Czy to dobry pomysł?

Nie.

Takie drastyczne kroki bywają niebezpieczne - słomiany zapał, zaczynamy od drakońskiej diety i wyczerpujących ćwiczeń. Po kilku dniach padamy ze zmęczenia, mamy zakwasy i czujemy się fatalnie, więc wracamy do naszych starych standardów. Najczęściej tracimy jedynie wodę z organizmu, a w dodatku po zaniechaniu takiej diety szybko nadrabiamy zgubione w pośpiechu (kilo)gramy, znów poprawiając sobie humor jedzeniem. Cały wysiłek idzie na marne.

Od czego więc zacząć, żeby osiągnąć sukces?

Przede wszystkim zastanówmy się dlaczego chcemy schudnąć? Określmy powody, dla których warto realizować postanowienie odchudzania. Jeśli chodzi o gubienie kilogramów, to najczęściej są to powody estetyczne. Lubimy wyglądać atrakcyjnie, imponować innym, osoby zgrabne są lubiane i doceniane bardziej, niż te okrąglutkie. Smutne jest to, że rzadko zmieniamy styl życia dla zdrowia, no chyba że już wystąpi jakiś żywieniowo-zależny problem. Ale wtedy to już jet zalecenie lekarza, a nie własna inicjatywa. Proponuję zatem wziąć kartkę papieru i spisać podobną do tej poniżej, ale własną listę:


Każdy wie co jest dla niego ważne, dlatego warto chwilę się zastanowić i napisać dlaczego dla Ciebie to jest ważne. Listę najlepiej powiesić na lustrze, na lodówce czy w innym ważnym miejscu, by spotykać się z nią każdego dnia, niech przypomina dlaczego podjęliśmy wyzwanie.

Gdy wiemy już dlaczego chcemy zgubić kilogramy, należy sporządzić realny PLAN.

Nie warto wszystkiego sobie odmawiać, drastycznie ograniczać dietę, bo po 2 tygodniach pękniesz! Rzucisz się na jedzenie jak (za przeproszeniem) prosię i nadrobisz wszystko. Ba! Z nawiązką.

Załóż PAMIĘTNIK!

Może najpierw warto przyjrzeć się własnej diecie? Wiem, że w dobie internetu, komputerów, tabletów i i-padów pisanie ręczne to rzadkość. Jednak zachęcam do zakupienia kalendarza (zwyczajny, bez udziwnień, za max. 10 złotych). Można też użyć zwykłego zeszytu (w linię czy kratkę, jak kto woli) zapisując na górze każdej kolejnej kartki datę, po lewej stronie godziny i obok wpisywać własne posiłki - ale to absolutnie wszystkie! Każdy kęs. Warto zapisywać ilość wypitej wody, każdy cukierek, batonik, pół bułki, drożdżówkę, co na obiad, kolację i śniadanie i dokładne pory posiłków. Najlepiej z takim "pamiętnikiem" się nie rozstawać, bo niestety mamy tendencję do oszukiwania samych siebie. Nie oszukuj się! Zapisuj dokumentnie wszystko co jesz. Tylko w taki sposób uświadomisz sobie ile tak naprawdę jesz. To najprostszy sposób do wychwycenia własnych błędów żywieniowych i do określenia w jaki sposób je wyeliminować. Dajcie sobie na to chociaż kilka dni, nie musisz się spieszyć, kilogramów nie przybyło w ciągu jednego dnia, to też w ciągu dnia nie znikną. Lepiej z głową się przygotować, niż "iść na żywioł" i zakończyć odchudzanie spektakularnym efektem "jo-jo".

Jeśli cierpisz na jakąś dolegliwość, zapisuj także dawki leków, wyniki pomiarów ciśnienia (np. w przypadku nadciśnienia), czy też poziomu cukrów, ilość wymienników węglowodanowych i podanej insuliny (w przypadku cukrzycy). Oto przykład:


Z doświadczenia wiem, że takie zapiski już same w sobie są motywujące. Jak wszystko jest napisane, czarno na białym, ciężko się oszukiwać, trzeba działać!

Po pierwsze analiza. Przejrzyj dokładnie co i ile jadasz, a recepta będzie łatwa. Jeśli nie potrafisz wychwycić błędów, udaj się do specjalisty, który podpowie Ci gdzie popełniasz błędy. Jednak musisz pamiętać o szczerości, zresztą nikogo innego (oprócz siebie) tu nie oszukasz - chcesz schudnąć, musisz spojrzeć prawdzie w oczy.

Do jakich wniosków możesz dojść? Jakie są najczęstsze błędy żywieniowe?

- jedzenie zbyt dużej ilości słodyczy - jesteśmy absolutnie uzależnieni od cukru. Batonik tu, cukierek tam, ciasteczko, trzywarstwowa kawa z karmelem i kulką lodów - mimochodem i niezauważalnie pochłaniamy niepotrzebnie zbyt dużo przetworzonych cukrów, które oprócz kalorii nie dostarczają niczego wartościowego dla organizmu
- jedzenie zbyt dużej ilości wszystkiego - jeśli przyjmujemy więcej kalorii niż potrzebujemy (niezależnie czy to będą tłuszcze, węglowodany czy białka) przytyjemy
- częste wizyty w restauracjach typu fast-food - pizza, hamburgery, frytki, skrzydełka w panierce z głębokiego tłuszczu to prawdziwe bomby kaloryczne. Tłuste, ciężkostrawne, kaloryczne i mocno przetworzone, pozbawione wielu wartości odżywczych. Więcej chyba nie muszę pisać.
- podjadanie - orzeszki, suszone owoce, migdały, wafle ryżowe, chrupkie pieczywo podjadane mimochodem, może być poważnym źródłem dodatkowych kalorii w diecie, jeśli nie są kontrolowane. Orzechy są bardzo zdrowe, jednak ich zaledwie 100g zazwyczaj może dostarczyć nawet ponad 500kcal!
- omijanie śniadań - śniadanie to podstawowy posiłek, który powinien zostać skonsumowany do 2h po przebudzeniu, jest to sygnał dla organizmu do aktywacji procesów metabolicznych (metabolizm rano jest szybszy niż wieczorem). Z reguły jest tak, że jeśli ktoś odmawia sobie śniadań, później nadrabia obfitą kolacją.
- jedzenie o różnych (nieregularnych) porach - organizm lubi regularność. Najlepiej wstawać codziennie o podobnej porze, jeść również o stałych godzinach. Organizm przyzwyczai się do danego rytmu i między innymi unikniemy napadów wilczego apetytu. Jeśli przerwy między posiłkami są zbyt długie, organizm będzie nieco spowalniał metabolizm, żeby przeżyć (taki mechanizm obronny). Regularne spożywanie posiłków uspokaja organizm, dając mu poczucie że wszystkie potrzebne składniki otrzyma w odpowiednim momencie i będzie mógł nimi racjonalnie gospodarować.
- za mało warzyw i owoców - aby dostarczyć sobie odpowiednią ilość witamin i składników mineralnych (np. kwasu foliowego) powinno się spożywać przynajmniej 400g (a najlepiej więcej) warzyw i owoców dziennie i nie wliczamy do tej ilości ziemniaków
- zbyt dużo tłuszczu - kochamy tłuste jedzonko. Karkóweczka, schabowe, smażone mięsko, masełko do ziemniaczków... wymieniać można w nieskończoność nasycone tłuszcze, które przyjmujemy w nadmiarze
- picie zbyt małej ilości wody - 30ml na każdy kg masy ciała, a gdy się odchudzamy 40ml
- spożywanie zbyt dużej ilości soli
- zajadanie stresów
-  ...

Wiesz już gdzie tkwi problem i co zmienić, by schudnąć? Od czego zaczniesz?