piątek, 29 listopada 2013

Jedz i (nie) chudnij - TIRAMISU z malinami

Tiramisu to dla wielu smakoszy najlepszy deser świata, w dodatku jest (o dziwo!) bardzo prosty w przygotowaniu. Pierwszą próbę tego deseru wykonałam pod okiem Kurta Schellera i od tamtej pory eksperymentuję z tym szalenie smacznym słodkim specjałem. Zachęcam do samodzielnego wykonania tego pysznego włoskiego deseru - korzystając z mojego przepisu na pewno się Wam uda. Jednak zanim weźmiecie się do pochłaniania przepysznego kremu, ostrzegam - ma sporo kalorii.

TIRAMISU z malinami

Składniki na 2 porcje:
(składniki pozwalają na przyrządzenie 2 naprawdę sporych porcji deseru, żeby nikt nie miał niedosytu - zaspokoją apetyt każdego łakomczucha)

małe opakowanie serka mascarpone
2 żółtka
3 łyżki cukru
mała filiżanka mocnej kawy rozpuszczalnej
likier amaretto (ja używam kawowego likieru z Lidla)
podłużne biszkopty
kilka mrożonych malin
kakao do posypania
listki mięty do przybrania
2 miseczki ceramiczne do podania (kokilki) albo filiżanki



Żółtka utrzeć z cukrem na kogel-mogel mikserem (na wysokich obrotach), jak masa będzie biała i puszysta (nie wyłączając miksera) dodać serek mascarpone i dalej jeszcze chwilę ubijać. Masa ma być sztywna i puszysta. Zaparzyć mocną espresso, dolać do niej likier (wedle uznania), zamoczyć pierwszy biszkopt przełamany na pół i nasączony ułożyć na dnie miseczki. Następnie nałożyć łyżkę masy, znów nasączony biszkopt, kilka mrożonych malin (maliny przed użyciem rozłożyć na ręczniku papierowym i pozwolić, żeby delikatnie się rozmroziły, a ręcznik wciągnął nadmiar wilgoci) i znów masę. Tak samo przygotować drugą porcję tiramisu. Wygładzić wierzch deserów, wstawić do lodówki i zapomnieć co najmniej na jakieś 3-4 godziny. Schłodzony deser jest o niebo lepszy niż od razu po przygotowaniu. Warto poczekać! Bezpośrednio przed podaniem posypać kakaem i przybrać listkami mięty.


1 porcja to ok. 550kcal, węglowodany: 25g, białka: 7g, tłuszcz: 47g

SMACZNEGO!

czwartek, 28 listopada 2013

ODPORNOŚĆ JESIENIĄ - 7 grzechów głównych

Jesienią bardzo często cierpimy na spadek odporności. Przyzwyczajeni do przyjemnych i ciepłych temperatur, nie zawsze dostosowujemy się ubiorem do warunków atmosferycznych, zdarza nam się przemarznąć lub przemoknąć, a wówczas o infekcję nie trudno. Aby zapobiec częstym przeziębieniom i jesiennym infekcjom należy zadbać o dobre praktyki wzmacniające odporność.


Nie zmienimy tego, że jesień jest czasem zmiennej pogody, coraz niższych temperatur, mniejszej ilości słonecznego światła, porannych mgieł i szybkiego zapadania zmierzchu. To naturalne, że w tym okresie nasz organizm przechodzi trudny sprawdzian odporności. Powinniśmy go wspierać, a tymczasem na własne życzenie wystawiamy go na jeszcze większą próbę. Czym grzeszymy? Oto 7 grzechów głównych przeciwko odporności:

 

1. Śmieciowe jedzenie

Nieracjonalne odżywianie to pierwszy powód spadku odporności. Można pozwolić sobie na „śmieciowe jedzenie” raz na jakiś czas, ale regularne omijanie posiłków, spożywanie dużej ilości żywności typu fast-food, słodyczy i przekąsek pozbawionych cennych wartości odżywczych, nie może nam wyjść na zdrowie. Należy zadbać o jak najbardziej urozmaiconą i kolorową dietę. Wszystkie niezbędne dla naszego organizmu witaminy znajdziemy w warzywach i owocach, dlatego warto jeść zdrowo i odpowiednio odżywiać organizm. Jesienią pomocne są zwłaszcza: czosnek, cebula, produkty bogate w witaminę C.

Witamina C, inaczej mówiąc kwas askorbinowy, jest najczęściej wymienianą
witaminą w profilaktyce przeziębieniowej. Właściwości witaminy C nie tylko wspomagają naturalną odporność organizmu, ale także przyspieszają gojenie się ran, złamań, znikanie siniaków i zapobiegają krwotokom, witamina C bierze udział w syntezie kolagenu, a także wykazuje właściwości antyoksydacyjne. Witamina C aktywuje system immunologiczny i zwiększa odporność organizmu szczególnie w okresach przejściowych tj. jesienią i na wiosnę, kiedy bardziej jesteśmy narażeni na przeziębienia. Naturalne źródła witaminy C to: czarne porzeczki, czerwona i zielona papryka, brukselka, kalafior, szpinak, truskawki, poziomki, czerwone porzeczki, cytryny, natka pietruszki, pomarańcze, pomidory, czerwona i biała kapusta.  

Należy pamiętać, że witamina C jest bardzo delikatna i łatwo pozbyć się jej z pożywienia poprzez mycie/szorowanie warzyw i owoców, siekanie czy gotowanie. Witamina C jest także niezwykle wrażliwa na światło, o czym trzeba pamiętać odpowiednio przechowując żywność. Zwiększone zapotrzebowanie na witaminę C obserwuje się u osób ciężko pracujących fizycznie, sportowców, palących papierosy, mieszkańców dużych aglomeracji, osób narażonych na stres i w podeszłym wieku.

2. Diety „CUD”

Przejście na restrykcyjną dietę odchudzającą jesienią to nie jest dobry pomysł. Nie należy się przejadać, ale mocno ograniczona kalorycznie dieta może między innymi potęgować uczucie zimna, a także zwiększyć ryzyko spadku odporności. Warto odżywiać się zgodnie ze swoim zapotrzebowaniem energetycznym (by nie nabrać dodatkowych kilogramów, o co w miesiącach jesienno-zimowych nie trudno), pamiętając o pokarmach rozgrzewających. Należy sięgać głównie po sezonowe produkty, które dostarczą odpowiedniej porcji energii, w ramach rekompensaty za mniejszą ilość słonecznego światła.

Na pewno warto teraz zadbać o odpowiednią ilość witaminy E w diecie. Witamina E to witamina antyoksydacyjna, zaangażowana w ochronę organizmu przed szkodliwym działaniem nadmiernych ilości wolnych rodników, jest również silnym immunostymulatorem.
 
Witamina E powstaje tylko w roślinach, ale można ją znaleźć również w produktach pochodzenia zwierzęcego, w których jest magazynowana. Źródła witaminy E: oleje roślinne (słonecznikowy, kukurydziany, sojowy, rzepakowy, z orzecha włoskiego), margaryny, orzechy (migdały, orzechy włoskie i ziemne), nasiona, pełne ziarna zbóż, kiełki pszenicy, zielone warzywa liściaste (brukselka, sałata, szpinak, kapusta), warzywa (marchewka, czosnek) i produkty zwierzęce takie jak: wątroba, jaja, mleko.

Witamina E jest odporna na działanie temperatury, jednak nie znosi dobrze długiego przechowywania.

3. Brak słońca

Teoretycznie to nie nasza wina, że słońce jesienią i zimą nie świeci wystarczająco długo. Jednak jeśli słońce wyjdzie zza chmur nie siedźmy w zamkniętym pomieszczeniu, korzystajmy ze słonecznej energii i witaminy D, do której produkcji niezbędne jest słońce. Jeśli słońca niemal nie ma, warto suplementowa tą witaminę, by uniknąć objawów przemęczenia, znużenia i depresji. Poza szerokim wachlarzem wspaniałych właściwości, witamina ta oddziałuje także na nasz dobry nastrój.
 
Późną jesienią i zimą popołudnia bywają krótkie, a zmierzch zapada niespodziewanie szybko. Szczególnie niebezpieczne mogą okazać się zaburzenia widzenia u kierowców (tzw. kurza ślepota), dlatego warto zadbać o odpowiednią podaż witaminy A, inaczej zwanej retinolem. Retinol oprócz tego, że wspomaga wzrost kości, zębów, poprawia stan skóry i włosów, działa wzmacniająco na system immunologiczny, zapobiega infekcjom i zakażeniom szczególnie układu oddechowego. Szczególnie narażone na niedobór witaminy A są osoby spędzające dużą część czasu przed komputerem, które powinny zadbać o odpowiednią jej ilość w diecie, aby wspomagać narząd wzroku i uchronić się przed kurzą ślepotą lub niedowidzeniem o zmierzchu.

Źródła witaminy A to tran, wątróbka, żółtko jaja, tłuste mleko, śmietana, masło, tłuste sery, marchewka, dynia, szpinak, sałata, fasolka szparagowa, zielony groszek, szczypior, koper.

4. Lenistwo na kanapie

Dotleniony i wysportowany organizm jest zdrowszy. Niech więc nie dziwi Was kiepskie samopoczucie i słaba kondycja, jeśli większość czasu siedzicie w zamkniętych pomieszczeniach przed komputerem, a popołudnia spędzacie na kanapie w salonie przed telewizorem. Wystarczy kilkanaście minut spaceru, kilka pajacyków czy przejażdżka rowerem, by się rozgrzać i nabrać pozytywnej energii. Najlepiej nabrać lub wypracować u siebie stałe nawyki uprawiania sportu, na przykład codziennie rano biegać lub uprawiać nornic walking (bardzo popularny od jakiegoś czasu chód z kijkami).

5. Nieodpowiedni ubiór

Jesień często nas zaskakuje zmianami pogodowymi, dlatego musimy działać z rozmysłem, również otwierając rano szafę. Warto się zabezpieczyć na wypadek deszczu i mieć pod ręką parasolkę, a z drugiej strony być przygotowanym na ciepły dzień. Aby zapobiec przegrzaniu organizmu warto ubierać się „na cebulkę” i nie dopuszczać do przemoknięcia.

6. Stres

Dużo pracujemy, żyjemy w ciągłym stresie i nerwach i przez to spada nasza odporność. Stres ma zawsze negatywne skutki, jednak jesienią jesteśmy na niego bardziej niż zwykle narażeni. Starajmy się mniej denerwować i posiłkować się składnikami odżywczymi zmniejszającymi ryzyko stresu.

Pomyślcie logicznie, czy denerwowanie się na autobus, który właśnie Wam uciekł sprawi, że ten autobus wróci? NIE! Więc nie ma sensu się denerwować i wywoływać zwiększone powstawanie bardzo szkodliwych wolnych rodników w organizmie.

W celu wsparcia układu nerwowego, warto wzbogacić swoje menu o produkty zawierające witaminy z grupy B (m.in. produkty zbożowe z pełnego ziarna, warzywa strączkowe, mięsa, wątróbka, nabiał, drożdże), a w szczególności witaminę B4 – cholinę (produkty zbożowe z pełnego ziarna, fasola, ziemniaki, soja, orzeszki ziemne, płatki owsiane, ryż, mięso, wieprzowina, wątroba, żółtko jaja). Witaminy z grupy B wspomagają prawidłowe funkcje układu nerwowego i pozytywnie wpływają na równowagę energetyczną organizmu.

7. Zbyt krótki sen

Niewyspani jesteśmy mniej efektywni, osłabieni i podatni na infekcje. W trakcie snu w naszym ciele zachodzą ważne procesy odnowy i regeneracji, na które organizm potrzebuje określoną ilość czasu. Dlatego niezwykle ważne jest, żeby nie „zarywać nocy” zbyt często i dbać o odpowiedni odpoczynek. Nic tak nie osłabia organizmu, jak brak odpowiedniej ilości snu. W rezultacie bardzo szybko można utracić odporność. W trakcie snu w naszym ciele zachodzą ważne procesy odnowy i regeneracji. Aby organizm prawidłowo funkcjonował, należy zadbać zarówno o odpowiednią długość, jak i jakość snu.

niedziela, 10 listopada 2013

Jedz i chudnij - SEROWY SUFLET

Obiecałam, że będzie coś "sernikowego", dlatego z wielką przyjemnością chciałabym Wam zaproponować fantastycznie puszyste, delikatne jak chmurka i dietetyczne suflety z chudego twarożku. Teoretycznie podane składniki pozwalają na przyrządzenie 4 sufletów, ale ostrzegam że podwójna porcja to przyjemność w tym wypadku. Należy pamiętać, żeby nie otwierać piekarnika w trakcie pieczenia, bo suflety opadną i nie będą udane. Poza tym jednym szczegółem, przepis jest banalnie prosty. Każdy bez większego problemu sobie poradzi. Zachęcam do wypróbowania i delektowania się gorącym sufletem.

 
SEROWY SUFLET


Składniki na  4 porcje:
3 jajka
3 łyżki ksylitolu (cukru brzozowego)
250g chudego twarogu
1 łyżka mąki pszennej pełnoziarnistej
1 łyżka budyniu śmietankowego lub waniliowego
1 łyżka soku z cytryny
odrobina masła do posmarowania naczyń żaroodpornych
4 małe lub 2 większe naczynia żaroodporne (kokilki)

Żółtka oddzielić od białek i razem z cukrem ubić na puszystą masę. Do masy dodać twaróg, mąkę, budyń i sok z cytryny ciągle miksując. Na koniec dodać sztywną pianę ubitą z białek i delikatnie wymieszać.

Puszystą masę przełożyć do wysmarowanych odrobiną masła naczyń żaroodpornych i wstawić do większego naczynia lub tacki, do której wlać wrzątek na wysokość ok. 1cm. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 ºC i zapiekać 15-20 minut na złotobrązowy kolor. Nie otwierać piekarnika w międzyczasie, bo spadek temperatury sprawi, ze suflety opadną. Podawać gorące, bezpośrednio po wyciągnięciu z piekarnika (w ciągu 60 sekund od wyciągnięcia z piekarnika powinny znaleźć się na stole).


1 PORCJA to ok. 160kcal, białko: 19g, węglowodany: 14g, tłuszcz: 3g

SMACZNEGO!


środa, 6 listopada 2013

Jedz i chudnij - LASAGNE z WŁOSKĄ KAPUSTĄ

Lubicie włoską kuchnię? My wręcz przepadamy za smakami wprost ze słonecznej Italii. Jednak te potrawy z mojego punktu widzenia, mają jedną podstawową wadę - opierają się na węglowodanach, które znacząco podnoszą poziom cukru. Dlatego też eksperymentuję i modyfikuję oryginalne makaronowe przepisy, tworząc własne wersje. Pamiętacie cukiniową lazanię? Zamiast płatów makaronu użyłam cieniutkich plastrów cukinii. Dziś również będzie danie inspirowane lazanią, ale z drugiej strony inspiracja sięga także do naszych swojskich, tradycyjnych gołąbków. W roli makaronu kapusta włoska. Sami zobaczcie:

 LASAGNE z WŁOSKĄ KAPUSTĄ

Składniki na 4 porcje:

średnia główka kapusty włoskiej
1 cebula
2 ząbki czosnku
oliwa
500 mieszanego mięsa mielonego (u mnie wieprowo-wołowe)
1 puszka krojonych pomidorów (400g)
listek laurowy
suszona bazylia
oregano
sól i pieprz
100ml śmietany 12%
125 mozzarelli (opakowanie)

Zagotować wodę w dużym garnku i włożyć do niej rozdzielone wcześniej i umyte liście włoskiej kapusty. Chwilę blanszować, wyciągnąć, osączyć i odciąć zgrubienia na liściach.

Na łyżce oliwy podsmażyć cebulę pokrojoną w kostkę i czosnek przeciśnięty przez praskę. Wysypać do miseczki, dolać 2 łyżki oliwy na patelnię i wrzucić mięso mielone. Mieszając doprowadzić do zmiany koloru mięsa (z czerwonego na brązowy), po czym dodać ponownie podsmażoną wcześniej cebulę z czosnkiem i pomidory. Doprawić ziołami i solą. Dusić na małym ogniu bez przykrycia około 20 minut (do odparowania soku pomidorowego).

Naczynie żaroodporne posmarować cieniutko tłuszczem, wyłożyć liśćmi kapusty, następnie nałożyć 1/3 farszu, po czym ponownie liście kapusty, kolejną porcję farszu, znów kapustę i na koniec pozostałość farszu mięsnego. Na wierzchu rozprowadzić śmietanę i starty na tarce ser mozzarella.

Zapiekać 20 minut w piekarniku nagrzanym do 200°C aż wierzch się ładnie zapiecze, a w kuchni zapanuje kuszący zapach pysznego obiadku.


1 PORCJA to ok. 485kcal, węglowodany: 15g, białko: 32g, tłuszcze: 33g

SMACZNEGO!

wtorek, 5 listopada 2013

Głód czy nie głód? Oto jest pytanie, a może to apetyt?


Czy zastanawialiście się kiedyś czym jest głód? Co czujecie gdy jesteście głodni? Głód wywołuje różne reakcje. Nie bezpodstawnie powstało powiedzenie.. „jak Polak głodny to zły”, często uczuciu głodu towarzyszy rozdrażnienie. Niektórzy czują „ssanie” w żołądku, innym „kiszki marsza grają”… a burczało Wam kiedyś w brzuchu?

Głód jest oznaką naturalnej potrzeby każdego człowieka do dostarczenia odpowiedniej ilości składników odżywczych do prawidłowego funkcjonowania, dlatego tak ważna jest umiejętność rozróżniania uczucia głodu i apetytu.

Często spotykam się ze stwierdzeniem – „nie mogę się opanować”, „stale jestem głodny”! Ale czy to faktycznie jest głód? Czy to co odczuwamy, to nie tylko łakomstwo i chęć zaspokojenia potrzeb.. ale nie potrzeb organizmu, lecz emocjonalnych? Apetyt i głód to nie to samo, warto nauczyć się je rozróżniać.

Głód pojawia się, gdy występuje niedostatek składników pokarmowych w organizmie. Zdarza się, że jest mylony z apetytem, który z kolei jest psychologicznym zapotrzebowaniem na jedzenie, związanym z wykształconym przez całe życie (od niemowlęctwa) nawykiem odczuwania ulgi lub przyjemności po spożyciu określonych pokarmów.

Zwróćmy uwagę, czy sięgamy do szafki ze słodyczami z głodu. Tym bardziej, jeśli bezskutecznie toczymy walkę z nadwagą, możliwe, że źle odczytujemy sygnały, które wysyła organizm, myląc głód z apetytem?

Warto zachować naturalną umiejętność rozróżniania głodu i stać się czujnym, aby móc rozpoznać moment, kiedy jemy naprawdę z powodu głodu, a kiedy ulegamy apetytowi.


Pobudzenie innych zmysłów sprawi, że smak przestanie dominować i zapomnimy o apetycie. Warto zafundować sobie aromatyczną kąpiel w oświetlonej świecami łazience. W pięknie zaaranżowanej przestrzeni jesteśmy mniej skłonni do obżarstwa. Dowodzą tego amerykańscy naukowcy, którzy urządzili nastrojowy wieczór w jednej z popularnych sieci fast food. Okazało się, że klienci w miłej atmosferze i przy świecach, jedli o 175 kalorii mniej, niż klienci przy standardowym wystroju i oświetleniu.

niedziela, 3 listopada 2013

Jedz i chudnij - KOKOSOWE KULKI

Zauważyłam, że lubicie moje propozycje na słodko "bez cukru", dlatego podzielę się dziś z Wami kolejnym pysznym przepisem z tej kategorii. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam rafaello. Zawsze też lubiłam kokosową princessę. Jakiś czas temu zajadałam się bounty. Generalnie staram się nie jeść słodyczy, ale z moich upodobań wynika, że lubię smak kokosowy. Postanowiłam przyrządzić coś kokosowego na kształt rafaello, ale bez cukru. Mój wybór przyspieszył dodatkowo mocno dojrzały banan w koszyku z owocami, który już miał brązową skórkę (taki banan jest najsłodszy). Dlatego postanowiłam uratować banana i ucieszyć podniebienie. Przedstawiam Wam kokosowe kulki  :)

KOKOSOWE KULKI

Składniki na 24 sztuki:

1 duży dojrzały banan
1 jajko
50 g bardzo gęstego jogurtu naturalnego (2 łyżki)
50 g otrębów owsianych (ok. 5 łyżek)
150 g wiórków kokosowych
50 g mąki ziemniaczanej (ok. 2 łyżki)
24 migdały (łuskane) bez skórki

W misce rozgnieść banana z jajkiem, dosypać płatki owsiane i 100g wiórków kokosowych, jogurt i na końcu mąkę ziemniaczaną. Musi powstać zwarta masa, z której następnie należy formować kulki wkładając po jednym migdale do środka (można też migdały sobie odpuścić, mi smakują bez). Pozostałe wiórki kokosowe wysypać na płaski talerz i obtaczać w nich kuleczki. Przełożyć na tackę wyłożoną papierem do pieczenia. Piec około 20 minut w temperaturze 160ºC (z termoobiegiem).

Po upieczeniu kulki nabierają lekko złocistego koloru, a w całym domu unosi się kuszący aromat. 


 
1 kokosowa kulka to ok. 74kcal, węglowodany: 5g, białko: 1g, tłuszcz: 5g

SMACZNEGO!

sobota, 2 listopada 2013

Jedz i chudnij - ZUPA FASOLOWA

Kilka dni temu, na profilu na Facebooku pokazałam Wam zdjęcie produktów, które otrzymałam w ramach kampanii Trzy Znaki Smaku, o której też pisałam niedawno. Szczegóły można poznać na oficjalnej stronie kampanii pod adresem http://www.trzyznakismaku.pl/.


Otrzymałam torbę z produktami, które okazały się dla mnie wielkim wyzwaniem. Wcześniej nie wiedziałam co to będzie i dałam się zaskoczyć. W torbie znalazła się fasola wrzawska, kiełbasa lisiecka, miód z Sejneńszczyzny, jabłka grójeckie i olej rydzowy.

Największym wyzwaniem dla mnie okazała się być fasola. Jak sięgam pamięcią nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek przyrządzała fasolę. Dlatego postanowiłam sprawdzić, czy potrafię. Postanowiłam ugotować zupę fasolową. Oczywiście możecie się domyślić, że całkiem się udała i dlatego o tym piszę :)

ZUPA FASOLOWA

Składniki na 4 porcje:

500g fasoli wrzawskiej "Piękny Jaś"
udko kurczaka
1 marchewka
1 pietruszka
mały kawałek selera
niewielka cebula
sól, pieprz
majeranek

Fasolę przed użyciem należy namoczyć. Najpierw opłukać, zalać wodą i moczyć minimum 8 godzin. Najlepiej to zrobić dzień wcześniej wieczorem, żeby następnego dnia fasola była przygotowana do gotowania.

Fasolę odcedzić, zalać świeżą wodą i wstawić do gotowania (wydaje mi się, że łącznie fasolę do miękkości gotuje się przez godzinę, ale mogło zająć mi to dłużej). W szybkowarze przygotowałam rosół - kawałek kurczaka (u mnie to było udko), marchewka, pietruszka, seler i cebulka, doprawione solą i pieprzem (ja jeszcze wrzucam liść laurowy i dwa ziarenka ziela angielskiego). Po pół godzinie (taka jest zaleta szybkowaru, że szybko można zrobić pyszny rosołek, bez kilkugodzinnego "pyrkania"), gdy rosół będzie gotów, przecedzić go do fasoli, mięso i warzywa pokroić i również dodać do gotującej się fasoli. Następnie należy doprawić do smaku solą, pieprzem i majerankiem i gotować do momentu kiedy fasola będzie miękka.


1 PORCJA to ok. 440kcal, węglowodany 56g, białko: 34g, tłuszcz: 6g

Jako, że w naszym domu zupę jadły dwie osoby, a ilość jaką ugotowałam pozwalała na nakarmienie czterech, to postanowiłam zrobić wykorzystać jej pozostałość i zrobić z niej zupę krem. Przechowałam w lodówce do dnia następnego, po czym ogrzałam ją i zmiksowałam blenderem na krem. Dolałam odrobinę wody (wedle uznania), żeby zupa była bardziej zupowa i podałam z groszkiem ptysiowym. Jak się Wam podoba taka "zupa drugiej szansy"?


Obydwie wersje były smakowite i bardzo sycące. Mimo, że fasola nie należy do moich ulubionych produktów, to przyznam, że bardzo mi smakowała i na pewno będę ją przyrządzać częściej.

Zamiast mięsa drobiowego (którego użyłam, żeby zupa nie była zbyt tłusta) można użyć na przykład kiełbasy lisieckiej. Wtedy fasolowa nabierze bardziej "swojskiego" charakteru.

 SMACZNEGO!