czwartek, 31 stycznia 2013

Nie mogę schudnąć - to STEREOTYP

Ostatnio robiłam porządki na twardym dysku i natknęłam się na materiały antydyskryminacyjne. Jakiś czas temu brałam udział w warsztatach trenerskich "Nikt nie rodzi się z uprzedzeniami", później prowadziłam warsztaty głównie dla młodzieży, o tematyce antydyskryminacyjnej (zdziwilibyście się jak wiele rzeczy już w życiu robiłam, ale to akurat nie miejsce na gruntowną biografię) Dużą część moich warsztatów stanowiły zajęcia dotyczące stereotypów, uprzedzeń i postaw ludzi oraz tego w jaki sposób się kształtują. Otworzyłam kilka plików (naraz oczywiście) i mnie na nowo wciągnęła lektura. Jak tak czytałam o tych stereotypach, to sobie uświadomiłam, że stereotypy występują w każdej dziedzinie życia - w odżywianiu także. Zaczęłam myśleć o tym intensywniej i znajdywać coraz to nowe przykłady.

Na początek trochę teorii - generalnie nasz stosunek do innych osób nazywamy postawą. W psychologii uważa się, że postawa składa się z 3 podstawowych elementów: poznawczego (myśli, przekonania), afektywnego (emocje) i behawioralnego (zachowanie). To jak się kształtuje nasza postawa, zależy od tych czynników, środowiska w jakim żyjemy, doświadczeń życiowych czy też wpływu innych ludzi. Ludzka natura jest bardzo skomplikowana, procesy poznawcze i kształtowanie postaw są niezwykle trudne.

Kto z nas nie słyszał jako dziecko, że dziewczynki bawią się lalkami, a chłopcy samochodzikami? Że dziewczynkom nie wypada wchodzić na drzewo? A może dziewczynki bardziej dbają o porządek niż chłopcy? Rude to wredne; niebieskoocy są warci zaufania; kobieta powinna siedzieć w domu i wychowywać dzieci; blondynki są głupie; murzyni śmierdzą; Szkoci to sknerzy; najlepsze samochody są z Japonii; Cygani to złodzieje.Takich przykładów możnaby wymieniać dziesiątki, a nawet setki. To stereotypy. Fałszywe przekonania, często krzywdzące i nie mające nic wspólnego z rzeczywistością, jednak funkcjonujące w społeczeństwie.

Na temat stereotypów powstało wiele prac, na ogół traktowane są jako nieprawidłowe procesy myślowe, choć niektórzy starają się pokazywać, że stereotypy pełnią ważną rolę w przetwarzaniu informacji i innych procesach myślowych. Patrząc na zachowania ludzi w życiu społecznym, nie da się odciąć od ich społecznie negatywnych konsekwencji, jakimi są błędy percepcyjne, stronniczość i tendencyjność odbierania, przetwarzania i zapamiętywania informacji, a z poziomu społecznego – tworzenie uprzedzeń i dyskryminacja.

Słowo stereotyp zrobiło karierę w wielu dziedzinach nauki i życia, nie chodzi w nim o nic innego jak skostniały wzorzec. Sięgając do greki, możemy odszyfrować jego znaczenie: STEREÓS - stężały, twardy; TYPOS - wzorzec, odcisk. Pojęcie stereotypu było używane już w XVIII wieku w rzemiośle drukarskim dla nazwania matrycy, rodzaju prasy drukarskiej służącej do powielania. Wszystkie te pojęcia, występujące w różnych dziedzinach, ukazują wiele cech omawianego zjawiska. Każde z zastosowań tego słowa odnosi się do czynności odruchowych, składających się na złożony nawyk, czy wielokrotnego powtarzania tych samych ruchów, często niedorzecznych.

W prostych słowach stereotypy to twierdzenia, które nie wiadomo czemu automatycznie uważamy za prawdziwe. Bardzo szybko klasyfikują nam osoby czy sytuacje, w wielu jednak przypadkach przeszkadzają i bywają bardzo niesprawiedliwe. Zapytacie - a co ma piernik do wiatraka? albo stereotyp do odchudzania?


STEREOTYPY a ODCHUDZANIE

Istnieje wiele przekonań, stereotypów, które uniemożliwiają nam prawidłowe postrzeganie siebie czy świata. Zacznijmy od postrzegania innych. Wielokrotnie słyszałam twierdzenie, że grubi ludzie są sympatyczni i mili. Zupełnie nie wiem, skąd się to wzięło, a znam grube i niemiłe osoby. Słyszałam też, że można być albo pięknym, albo inteligentnym (moja babcia mówi "ładna skóra, psia natura"), a dlaczego nie może być i to i to? Atrakcyjne kobiety zazwyczaj są puste i nie ma o czym z nimi rozmawiać, zajmują się głównie sobą i swoją urodą, a karierę robią oczywiście przez łóżko. Szczupłe osoby są nerwowe i zgryźliwe, pewnie z głodu. Niby bzdura, ale w głębi ducha nikt z nas nie chce stać się pustym i pozbawionym intelektu, pragniemy być atrakcyjni i mądrzy, aby ludzie nas szanowali i lubili. Jeśli jakieś przekonanie tego typu gnieździ się w umyśle, to na schudnięcie nie ma szans.

Istnieje także wiele przekonań na temat jedzenia. Większość dziewczyn zajada się łakociami, gdyż przecież nie ma lepszego sposobu na poprawę humoru jak kostka czekolady. Ja znam lepsze metody, ale znam wiele osób, które w ten sposób sprawiają sobie przyjemność. Musisz coś zjeść, aby być silnym i zdrowym - to chyba jedno z przekonań najczęściej wpajanych w dzieciństwie (stereotypy wieku dziecięcego bywają najsilniejsze), czy to oznacza, że jak się będziesz odchudzać to będziesz słaby i chorowity? Żeby mieć siłę trzeba zjeść coś konkretnego, a czy to znaczy, że jak zjada sie dobrze zbilansowane i lekkie posiłki to ma się mniej siły niż gdy się je schabowego smażonego w głębokim tłuszczu, kapustę z boczkiem i ziemniaki polane tłuszczem? Bzdury, bzdury, bzdury. Wszystko się sprowadza do tego, żeby usprawiedliwić swoje obżarstwo i łakomstwo.

Wreszcie przejdźmy do opinii na temat samego odchudzania. Większość jest negatywna - odchudzanie jest trudne, monotonne i długo trwa (brzmi dość zniechęcająco), jak komuś się uda schudnąć to do końca życia musi sobie wszystkiego odmawiać (kiepska perspektywa), odchudzanie jest niebezpieczne dla organizmu (bezmyślne owszem), nie ma skutecznej metody odchudzania (nie ma diety cud, ale jest zdrowe odżywianie!), odchudzanie sprawia że człowiek staje się nerwowy i nieszczęśliwy (kto z nas chce się czuć nieszczęśliwy?). Wszystkie te stereotypy skłaniają nas najczęściej do odstąpienia od diety, przesuwania terminu na "od jutra", które nigdy nie nastąpi, usprawiedliwianie naszego lenistwa, generalnie są na nie.

A co z postrzeganiem swojej osoby? Kto z was myślał kiedyś: nic mi w życiu nie wychodzi - takie twierdzenie, powtarzane daje nam prawo do porażki także na gruncie wagi. Brak mi silnej woli, usprawiedliwi przerwanie diety. Mam po prostu powolny metabolizm, to coś w stylu jestem gruby ze względu na geny albo zawsze miałam nadwagę i pewnie się już to nie zmieni.

Mogłabym wymyślać i wymieniać tak bez końca. Zastanów się czy któreś z nich nie dotyczą czasem właśnie Ciebie. Paradoksalnie najczęściej nawet nie wiemy, że w nie wierzymy. Wiemy, że są zupełnie irracjonalne i nie mają sensu, ale czasem powtarzamy je choćby dla żartu. Być może takie właśnie przekonanie stwarza blokadę w walce o sylwetkę? Warto się nad tym głębiej zastanowić. Wziąć czystą kartkę papieru i spisać wszystkie twierdzenia, które przychodzą nam do głowy o sobie, ludziach czy odchudzaniu. Spojrzeć w głąb siebie i odkryć stereotypy i... i je zmienić.

Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie, że taki stereotyp u nas funkcjonuje. Następnie należy go przeanalizować i podważyć w każdy możliwy sposób jego prawdziwość. Potem zastąpić nowym twierdzeniem, które trzeba powtarzać jak mantrę. Przykładowo: jak się komuś uda już schudnąć to musi do końca życia głodować żeby zachować sylwetkę. Prawda jest taka, że wystarczy że będzie dostarczał organizmowi odpowiednią ilość kalorii, dopasowaną do swojego wzrostu i wagi - a nie przytyje. Pomyśl o osobach, które znasz i które trwale schudły. Można jeszcze bardziej pogłębić tą analizę wypisując negatywne skutki wierzenia w ten stereotyp na przykład - boję się odchudzić, żeby później nie musieć głodować. Jak już w taki sposób osłabimy przekonanie, powinniśmy zastąpić je jakimś nowym, np. jak już schudnę będę odżywiać się zdrowo, alby zapobiec przybraniu na wadze. Zdrowe odżywianie nie oznacza głodówek (spójrzcie tylko na przepisy z mojego bloga, hehe). Zapisując to twierdzenie i powtarzając, zastępujemy to stare, które nam przeszkadza w odchudzaniu i jest zupełnie niepotrzebne.

Takie zagadnienia zawsze mi przypominają jak wielkie znaczenie ma nasze podejście i nastawienie do odchudzania, zdrowego odżywiania i dbania o swój organizm oraz zgrabną sylwetkę. Życzę Wam powodzenia w bojach ze stereotypami, w walce o zdrowe i piękne ciało oraz interesujący intelekt.

sobota, 19 stycznia 2013

Jedz i chudnij - ZAPIEKANKA z ŁOSOSIA, ZIEMNIAKÓW i SZPINAKU pod śmietanowo-serową pierzynką

Weekend to świetna pora na eksperymentowanie. Zwykle też mamy więcej czasu na wykonanie nieco bardziej pracochłonnych potraw. Dlatego chciałabym Wam dziś zaproponować przepyszną zapiekankę, która podbije Wasze serca i podniebienia.


ZAPIEKANKA z ŁOSOSIA, ZIEMNIAKÓW i SZPINAKU pod śmietanowo-serową pierzynką

Składniki na 4 porcje:
500g ziemniaków
500g filetu z łososia
garść liści szpinaku
2 ząbki czosnku
2 czerwone cebule
2 łyżki mąki pełnoziarnistej
2 łyżki masła
100ml białego wytrawnego wina
300ml bulionu warzywnego
200g twarożku kanapkowego light
4 łyżki parmezanu (albo innego aromatycznego żółtego sera)
2 łyżki śmietany 30%
gałka muszkatołowa
sok z cytryny

Ziemniaki obrać, pokroić w grubą kostkę, wrzucić na wrzątek i gotować ok. 10 minut (pod koniec gotowania posolić), odcedzić na durszlaku. Szpinak umyć, zblanszować w osolonej gorącej wodzie, odcedzić i przelać zimną wodą. Łososia umyć, osuszyć ręcznikiem papierowym i pokroić na kawałki. Na przemian z ziemniakami i szpinakiem ułożyć w nasmarowanym tłuszczem naczyniu żaroodpornym.

Czosnek obrać, przecisnąć przez praskę. Cebulę obrać i pokroić w plastry. Na patelni roztopić masło i zeszklić czosnek z cebulą. Posypać mąką i mieszając chwilę smażyć. Wlać wino i bulion, dokładnie wymieszać. Gotować ok. 5 minut na małym ogniu. Patelnie zdjąć z ognia i dodać twarożek, parmezan i śmietanę. Wymieszać dokładnie. Doprawić solą, świeżo mielonym pieprzem, gałką muszkatołową i sokiem z cytryny. Wylać masę serowo-śmietanową na łososia, ziemniaki i szpinak ułożone w naczyniu żaroodpornym.

Zapiekać ok. 25minut w piekarniku rozgrzanym do temperatury 200°C (180°C z termoobiegiem) aż wierzch zapiecze się na złotawy kolor.





1 porcja to ok. 575kcal, węglowodany: 26g; białko: 41g; tłuszcze: 32g.


SMACZNEGO!
 
A propos wina. Nie każdy ma w domu wino białe i nie każdy je lubi. Zawsze unikałam potraw z białym winem, gdyż szkoda mi było marnować całej butelki dla 100ml w pieczeni. Jednak odkryłam niedawno, że w Lidlu można kupić małe wina o gramaturze 250ml. Koszt to jedyne 4,99zł. Ahaa.. jeszcze informacja dla kierowców. Alkohol z potraw wyparowuje podczas gotowania, a pozostaje tylko delikatny smak, więc można wino używać w kuchni bez obawy o promile.

czwartek, 17 stycznia 2013

Jedz i chudnij - ZAPIEKANKA ZIEMNIACZANA

Kontynuując temat ziemniaków, przygotowałam pyszną ziemniaczaną zapiekankę. Przepis banalnie prosty, koszt tak niski, że prawie żaden, a efekt zaskakująco smakowity. Zachęcam do wypróbowania:


ZAPIEKANKA ZIEMNIACZANA  

Składniki na 4 porcje:

600g ziemniaków
2 szklanki mleka
1 jajko
3 łyżki tartego żółtego sera
2 łyżki masła
1 łyżeczka świeżych ziół (wedle uznania, może być bazylia, majeranek, ja dodałam oregano)
szczypta gałki muszkatołowej
sól, świeżo zmielony pieprz



Ziemniaki obrać i pokroić w bardzo cienkie plasterki (można użyć nakładki siekającej do miksera, albo specjalnego otworu w tarce). Plasterki ziemniaków ułożyć jak dachówki w okrągłej formie do tarty posmarowanej łyżką masła. Mleko wymieszać z jajkiem i serem. Doprawić ziołami, gałką, solą i pieprzem. Wlać masę na ziemniaki, a wierzch posypać wiórkami z reszty masła. Zapiekankę wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 200 C i piec około 45 minut, aż ziemniaki będą miękkie i rumiane.




Porcja zawiera ok. 285kcal, węglowodany: 30g, białka: 12g, tłuszcze: 13g


SMACZNEGO!

środa, 16 stycznia 2013

Nie taki ZIEMNIAK tuczący...

Statystyczny Polak zjada rocznie 33kg ziemniaków. Niektórzy jednak są zdania, że ziemniaki i pieczywo to główna przyczyna otyłości. Znam wiele osób na diecie, które unikają ziemniaków jak ognia, twierdząc że niewiele w nich składników odżywczych, a dostarczają tylko niepotrzebnych kalorii. Nie stawiajmy ziemniaka obok białego cukru.


Ziemniaki nie są wprawdzie wspaniałym źródłem wielu cennych witamin, ale zwykła porcja obiadowa jest nam w stanie zapewnić 30-50% dziennego zapotrzebowania na witaminę C oraz są źródłem witamin z grupy B. Zawierają też potas, który równoważy nadmiar sodu - w uproszczeniu można powiedzieć, że dzięki temu chronią przed nadciśnieniem tętniczym. Ziemniaczki na obiad pokryją 20-30% dziennego zapotrzebowania na potas, który działa również moczopędnie, więc wskazany jest przy chorobach nerek (nie poleca się przy niewydolności nerek, kiedy za dużo jest w organizmie potasu).

Ziemniaki nie zawierają azotanów i azotynów. Wiele warzyw, na przykład marchewka gromadzi substancje wspomagające ich wzrost (jeśli są używane do uprawy), ziemniaki zaś są "czyste". Niezdrowe są zielone i kiełkujące ziemniaki, które zawierają solaninę - toksyczny związek powodujący bóle głowy, biegunkę, nudności, wymioty, osłabienie, a nawet zaburzenia krążeniowo-oddechowe. Niepożądana substancja powstaje w długo magazynowanych ziemniakach.

Skrobia ziemniaczana ma działanie przeciwzapalne i łagodzi bóle żołądkowo-jelitowe. Skrobia zalicza się do węglowodanów złożonych, które sycą, a także dostarczają sporej dawki energii, utrzymującej się przez dłuższy czas.

Wbrew powszechnie panującej opinii, ziemniaki są lekkostrawne i zawierają wiele błonnika. Gotowane ziemniaki można jadać nawet przy ciężkich zatruciach.

100g ugotowanych ziemniaków z wody zawiera ok. 70kcal. Nie jest to dużo, dla porównania 100g chleba pszennego to 278kcal, płatków kukurydzianych to 388kcal, a czekolady 568kcal. Pamiętać jednak należy, że nakładając sobie porcję 300-400gramową będzie to już 210-280kcal, a polewając tłuszczem dodajemy dodatkowych kalorii. Nieprawdą jest zatem, że tuczą. Winą obarczajmy raczej zawiesiste i tłuste sosy, z którymi się je jada.

100g puree ziemniaczanego (ziemniaki z dodatkiem masła i mleka) to 96kcal, więc też nie ma tragedii. Gorzej jeśli będziemy dalej przetwarzać. 100g frytek to już 274kcal, a mała paczka chipsów dostarczy nawet 568kcal.

Bez ziemniaków nie byłoby także knedli, pierogów ruskich, kopytek, kartaczy czy klusek śląskich. Nie wiem jak wy, ale ja sobie nie wyobrażam polskiej tradycyjnej kuchni, bez tych dań, szczególnie w wykonaniu babci :)

Taki wstęp uczyniwszy zakupiłam siatkę ziemniaków i na obiad będą - ziemniaki - a co z nich zrobię? Okaże się już wkrótce, na pewno nie będą tuczące - bo u mnie wszystko się je i chudnie!

wtorek, 8 stycznia 2013

Jedz i chudnij - CIASTECZKA SEROWE z JABŁUSZKIEM

Nie wiem czy ktoś z Was miał kiedykolwiek okazję skosztować rurek serowych - moja mama piecze najlepsze rurki w świecie. Na pozór z serem nie mają nic wspólnego, bo w rureczce jest marmolada, ale faktycznie ciasto jest zrobione w 1/3 z białego sera (stąd pewnie ich nazwa). Rurki wybitnie kojarzą mi się ze świętami i rodzinnymi okazjami, są przepyszne. Niestety ogólny bilans kaloryczny takich tradycyjnych rureczek nie wygląda najlepiej - są tłuste, słodkie i ciężkie. Zainspirowana świątecznym obżarstwem i świeżo przypomnianym smakiem tradycyjnych rurek serowych, postanowiłam troszkę zmodyfikować przepis mamy i nieco je odchudzić. Tak więc mąkę białą zastąpiłam pełnoziarnistą, słodką marmoladę jabłuszkiem posypanym cynamonem, a tłusty twaróg odtłuszczonym serkiem typu philadelphia. Prawdę mówiąc nie wierzyłam, że coś z tego wyjdzie, a efekt przerósł moje oczekiwania - nie ma już połowy blaszki.


CIASTECZKA SEROWE

Składniki na 48 ciasteczek:

250g mąki pszennej pełnoziarnistej
 
250g zimnego masła
250g twarożku/serka typu philadelphia light
4 jabłka
cynamon
dekoracja: jajko i gruby cukier - może być brązowy



Z mąki, startego na tarce masła i twarożku wyrabiamy ciasto. Owijamy go w folię spożywczą i chłodzimy w lodówce przez około godzinę. W tym czasie obieramy jabłuszka i kroimy je na ćwiartki, ósemki, a nawet szesnastki i posypujemy cynamonem. Gdy ciasto się schłodzi rozwałkowujemy go cienko (ja podzieliłam na 2 części, żeby mi było wygodniej rozwałkować) i wycinamy szklanką okrągłe placuszki. Na każdym kółeczku kładziemy plaster jabłka, zginamy na pół, pędzelkiem smarujemy odrobiną roztrzepanego jajka i posypujemy grubym cukrem. Pieczenie trwa 20 minut w 180°C. Ciasto dobre jest też do wykonania ciasteczek o różnych kształtach bez nadzienia.


1 ciasteczko to ok. 72kcal, węglowodany : 5g, białka: 2g; tłuszcze: 4g




 


SMACZNEGO!

poniedziałek, 7 stycznia 2013

TALERZ, a na talerzu.. dobrze zbilansowany posiłek

Dobrze zbilansowany posiłek - co to oznacza? Czy każdy musi liczyć procenty węglowodanów, białek i tłuszczy żeby odpowiednio jeść? Może ktoś nie lubi spędzać czasu z kalkulatorem nad talerzem. Proponuję ocenę "na oko":


Czy Wasz talerz też wygląda podobnie? Będąc na diecie nie tylko trzeba dbać o to żeby mniej jeść, ale warto przyjrzeć się rozkładowi produktów na talerzu. Nie oszukujmy się, nie schudniemy jeśli będziemy się obżerać, ale również nie schudniemy jeśli będziemy się głodzić. Organizm bez dostaw jedzenia przechodzi w tryb "oszczędzania energii" - spowalnia metabolizm i odkłada każdą nadwyżkę otrzymanej energii w postaci tłuszczyku na wypadek głodu i to znacznie dłużej, niż trwa głodówka. Dlatego jeśli ktoś decyduje się na głodówkę, to musi się liczyć z tym, że po zakończeniu okresu głodowego jego metabolizm będzie wolniejszy, a co za tym idzie łatwo o efekt jojo.

Jeśli nie głodówka, to co? Ja proponuję zdrowe odżywianie. Powtarzam to każdemu, kto ma problem z odchudzaniem. Zapewniam - to najlepsza droga. Organizm ludzki potrzebuje określonej ilości składników pokarmowych do prawidłowego funkcjonowania. Podstawowymi składnikami diety są węglowodany, które powinny stanowić bazę, a zatem 50-60% całości pożywienia (zatem odradzam wszelkie diety proteinowe, Dukana itp. bo w nich węglowodany są często prawie w ogóle wykluczone). Reszta to białko i tłuszcze - myślę, że spokojnie możemy przyjąć 25% białka i 15% tłuszczu (równy podział po 20% też nie powinien spowodować katastrofy i wyniszczenia organizmu). Nie chcę zagłębiać się w zawiłe wyliczenia ile dokładnie gramów białka powinno się przyjmować, nie piszę tego bloga dla specjalistów. Moim zamiarem jest przybliżenie w prostych słowach jak dobrze się odżywiać i pokazanie tego na prostych przykładach.

Stąd też rysunek talerza, gdzie 1/4 powierzchni to pełnoziarniste kasze, ziemniaki (ugotowane i nie polewane masełkiem) lub ryż pełnoziarnisty; 1/4 stanowi białko - łosoś, wołowina, mięso drobiowe, zaś 1/2 na talerzu zajmują warzywa (może to być sałatka warzywna, tarta marchewka czy seler z jabłkiem).

Kasze, ziemniaki, pieczywo, a także warzywa i owoce są źródłem węglowodanów - to podstawa diety. Kawałek mięsa czy ryby (dla wegetarian inne źródła np. soja) to źródło białka.
Zapytacie o tłuszcz, nie trzeba go specjalnie wymieniać - łosoś jest tłusty (w pozytywnym znaczeniu tego słowa, gdyż zawiera cenne kwasy tłuszczowe omega 3 i 6), a sałatkę najczęściej skrapiamy kilkoma kroplami oliwy. Z doświadczenia wiem, że raczej dbamy o to, żeby tłuszczu było mniej niż więcej w diecie.

Warto jest umieć w łatwy sposób określać mniej-więcej zawartość talerza. Polecam Wam również poczytać już zeszłoroczny mój post o piramidzie zdrowego żywienia - wiele informacji o składnikach pokarmowych, które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania.

Ocena "na oko" może się sprawdzić u zdrowych ludzi. Jeśli jesteś na specyficznej diecie np. spowodowanej chorobami metabolicznymi - słuchaj się lekarza i dietetyka, nie stosuj metody "na oko". Perfekcyjnie jest jeśli pacjent ma wagę kuchenną i waży wszystko co je, bo pozwala to na dokładne określenie spożycia składników odżywczych, lecz nie każdy ma tyle samozaparcia i uporu, żeby tak postępować. Często też na początku diety wszystko ważymy, a później wpadamy w rutynę i "na oko" wiemy ile co waży. Pamiętać należy jednak, że mamy tendencję do zaniżania wagi smacznych produktów, więc warto od czasu do czasu zweryfikować swoją ocenę za pomocą wagi.

czwartek, 3 stycznia 2013

Święta, święta i po... POSTANOWIENIA NOWOROCZNE!

Święta, święta i po świętach... Szybko minął czas słodkiego lenistwa. Po krótkiej świąteczno-noworocznej przerwie już do Was wracam pełna nowej pozytywnej energii. Tak jakoś przyszło mi do głowy, że przy okazji tych wolnych dni wszyscy blogerzy szaleli i przedstawiali ogromną ilość przepysznych smakołyków, z którymi mój skromny blog (nie oszukujmy się) nie miał szans - bo jaka dietetyczna potrawa przebije kutię, śledzie w śmietanie, świąteczne pierniki czy faworki. Tradycja to tradycja - choć nie widzę usprawiedliwienia dla bezmyślnego obżerania się słodkimi i tłustymi potrawami, a później narzekania - "ale mi się przytyło". No ale teraz, skoro rozpoczęliśmy Nowy Rok trzeba coś postanowić, no właśnie - schudnę? Jak to jest u Was z postanowieniami? Czy czasem nie jest tak, że co roku postanawiamy sobie to samo co rok wcześniej, albo z niewielkimi tylko modyfikacjami?

Najpopularniejszymi postanowieniami wśród moich znajomych są: schudnę, nie będę jeść słodyczy, rzucę palenie i zacznę ćwiczyć. Jak się te życzenia mają do rzeczywistości? Czy Sylwester to naprawdę dobry moment na podejmowanie tak drastycznych zmian w życiu, a może tylko moda lub presja otoczenia - już kilka osób zapytało mnie w tym roku jakie mam postanowienia - a u mnie postanowień stricte noworocznych brak.

Czy naprawdę potrzeba nam nowego roku, żeby coś zmienić? Dziś jest trzecia rocznica mojego rzucenia palenia - 3 stycznia - data zupełnie nijaka, ale właśnie na przekór wszystkim nie chciałam rzucać w Nowy Rok. Udało się i dziś się bardzo cieszę i świętuję tą chlubną rocznicę rzucenia niechlubnego nałogu.

Odchudzanie od 1 stycznia? Idea dobra, bo przecież zbliżamy się do wiosny wielkimi krokami. Pogoda (tegoroczna wybitnie) wydaje się być wiosenna (dawno nie pamiętam takiego ciepłego grudnia/stycznia), a co za tym idzie już niebawem odsłonimy trochę ciała w wiosennych sukienkach czy krótkich spodenkach. Ale kto z postanawiających to odchudzanie naprawdę je planuje? Co ze zdrowym rozsądkiem? Z doświadczenia wiem, że kończy się to drastycznym ograniczeniem dostaw kalorii przez krótki okres czasu, a później (najczęściej na wiosnę, kiedy najbardziej pożądana jest zgrabność) powrót kilogramów, nierzadko z nawiązką w postaci efektu jo-jo. Myślę, że nie warto - najpierw męczyć się na drakońskiej diecie, a później w kluczowym momencie i tak się poddać obżarstwu - nic tu nie ma sensu. Dlaczego ludzie rzadziej postanawiają sobie - będę zdrowo się odżywiać? Zdrowym stylem życia, od stycznia do kwietnia naprawdę można zdziałać cuda. Przez 4 miesiące można spokojnie, zdrowo schudnąć nawet 10 kilogramów, a jeśli trzymać się zdrowego planu to kilogramy nigdy już nie wrócą. Nie każdy jest specjalistą od odżywiania, dlaczego więc nie skorzystać z pomocy? Dobry żywieniowiec przede wszystkim nauczy jak komponować posiłki, aby były zdrowe, dobrze zbilansowane i jednocześnie dietetyczne. Nie wyklucza to tego, że będą smaczne - naprawdę zdrowa dieta jest smaczna. Zapytajcie mojego męża :) powiedzmy, że to osoba bezstronna.

A jak to jest z noworocznym postanowieniem nie jedzenia słodyczy czy pieczywa? Czy nie kończy się to często fiaskiem i po jakimś czasie rzuceniem się na tort orzechowy, albo zjedzeniem tabliczki czekolady z truskawkowym wkładem na raz? Czy nie lepiej by było wybierać inny rodzaj słodyczy, np. gorzką czekoladę będącą świetnym źródłem magnezu albo miodu? Zawsze powtarzam, że wszystko jest dla ludzi. Jeśli raz w tygodniu pozwolimy sobie na niewielką słodycz, to naprawdę nic się nie stanie. Gorzej jeśli będziemy sięgać po łakocie częściej, zagraża to przede wszystkim sylwetce, ale także zdrowiu - słodycze to głownie tłuszcz kiepskiej jakości i cukier, które nikomu w nadmiarze nie służą.

Pieczywo jest źródłem węglowodanów, najlepiej by były to węglowodany złożone (takie których wchłanianie jest wolniejsze), więc zamiast białej buły lub pieczywa tostowego wybierzmy chleb razowy na zakwasie. Węglowodany są niezbędne, przede wszystkim jest to pokarm mózgu, a dobrze dobrane będą także świetnie wpływać na ciało. Nie rezygnujmy też z ziemniaków - same w sobie mają stosunkowo niewiele kalorii (kaloryczności dodają im dodatki typu masełko, skwareczki czy sosik), a mają za to wiele skrobi, która jest w zdrowej diecie wręcz pożądana.

A jak wygląda sprawa aktywności fizycznej? Przeglądając strony internetowe wpadł mi w oko taki oto obrazek (po prawej) i szalenie mi się spodobał. Myślę, że świetnie obrazuje on jak łatwo odstąpić od postanowienia np. biegania, tym bardziej że obecnie mamy zimę.

No to może nic nie postanawiać? Myślę, że jednak warto postanawiać i to nie tylko raz w roku. Najlepiej jeśli postanowienia będą przemyślane i osiągalne do zrealizowania. Może lepiej działać małymi kroczkami, gwałtowne zmiany często są trudniejsze niż systematyczne małe zmiany. Nikt nie lubi szybkich i drastycznych zmian, nasz organizm także.

A co z samą formą postanowienia? Co tak naprawdę oznacza postanowienie "schudnę"? Łatwo powiedzieć, ale trudniej zinterpretować - ile schudnę i w jakim czasie? Brak planu niestety może się skończyć odstąpieniem od zbyt ogólnego postanowienia.

No dobrze, kończę już tą szybką analizę postanowień. Życzę Wam (i sobie także) powodzenia w realizacji planów, nie tylko tych wypowiedzianych w magiczną noc sylwestrową, a każdych które zostaną wymyślone i podjęte w tym Nowym 2013 Roku!
  
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!